Skip to main content

Dla takich chwil warto żyć!

Taksówką na wylotówkę

W taksówce, do której nas zapakowano pytali się nas, czy chcemy gdzieś dalej jechać. Wystraszeni nie wiedząc nawet za bardzo gdzie jedziemy powiedzieliśmy, że chcemy wysiąść tu gdzie ten znajomy nam kazał. Znaleźliśmy się na skrzyżowaniu w niewiadomym miejscu i idąc za głosem serca skręciliśmy w prawo wierząc, że to jest kierunek w jakim mieliśmy jechać. Idziemy i łapiemy. Stoimy – łapiemy. Podjeżdża Pan w „sukience” i pokazuje – idźcie dalej, stoicie pod komisariatem.. Hmm no tak ;P Kilka metrów dalej złapaliśmy pierwszego stopa i tak kilkoma stopami dostaliśmy się do miejsca w którym przeżyliśmy kolejną wartą opowiedzenia przygodę.

Zaprosił nas do domu

Zabrał nas grubszy facet. Nie umiał nic po angielsku ale i tak „o czymś” pogadaliśmy. Po drodze stanęliśmy przy targu. Zawołał parkingowego i jeszcze jednego faceta, powiedział kilka słów. Po paru minutach zjawili się z powrotem – jeden z wielkim kawałkiem mięsa, drugi z całym kartonem owoców. Dał im banknoty i ruszyliśmy dalej. Zapytał czy jesteśmy głodni, skłamałem że nie, chociaż nic od rana nie jedliśmy bo nie było okazji, a dziwnie czułbym się jedząc przy nich wiedząc, że oni poszczą. Jedzenie czekało w plecaku. Nasz kierowca zapytał więc, czy możemy stanąć na caffé. Nie miałem nic przeciwko. Zjechaliśmy z drogi głównej i chociaż Muhammed tłumaczył nam gdzie teraz jedziemy, nic do nas nie docierało. Przejeżdżając przez wioski pokazał nam wielkie pola i drzewa mówiąc, że to jego „La Farma”. Wjechaliśmy na budowę – przynajmniej tak to wyglądało. Niedokończone, niepomalowane budynki, na placu dzieciaki grające w piłkę i malutki sklepik a raczej okno, w którym można było kupić najpotrzebniejsze towary. To tutaj mieszkał nasz kierowca, a caffé okazało się być zaproszeniem do domu.

Przywitał nas jeden z jego synów

i zaprosił nas do salonu. Było to pomieszczenie, w którym znajdował się tylko dywan, kilka kocy, poduszek, a na ścianie wisiała plazma. Usiedliśmy i staraliśmy się rozmawiać, nie było problemem to, że nie znaliśmy wspólnego języka. Nie po raz pierwszy okazało się, że bariera językowa istnieje tylko wtedy, kiedy komuś nie zależy na dogadaniu się. My dogadywaliśmy się bardzo dobrze, a przynajmniej tak nam się wydawało. Za chwilkę zorganizowano malutki stoliczek i zebrało się dwóch synów i malutka córeczka tatusia. Pojawił się też przepyszny omlet podany na blaszanej patelni, na której został zrobiony. Do tego dostaliśmy ich chleb, czyli khobz, na który ręcznie nakładaliśmy tego omleta i ze smakiem wcinaliśmy, aż nam się uszy trzęsły. Przyznam szczerze, że był to najlepszy omlet jaki do tej pory jadłem i ciężko mi powiedzieć czy to ze względu na głód jaki nam doskwierał czy na serce włożone w przygotowanie tego dania, przez ledwo poznanych ludzi. Do tego mieliśmy okazję po raz pierwszy spróbować cudownej, marokańskiej, bardzo mocnej herbaty. Smakuje ona jak taka mocna zielona herbata z dodatkiem świeżej mięty i dużej ilości cukru. Były też napoje i woda, a na koniec kupiony wcześniej na bazarze melon. Dziwnie było jeść samemu, wiedząc że oni nie mogą.

Dla takich chwil warto żyć.

W takich chwilach człowiek głupieje, gdyż obraz ludzi wierzących w islam przedstawiony przez media jest zupełnie inny. Żegnając się z nowo poznaną rodziną otrzymaliśmy zaproszenie na noc, jeśli będziemy kiedykolwiek w pobliżu. Gdy zostaliśmy odstawieni na drogę główną otrzymaliśmy jeszcze reklamówkę owoców. Byłem przeszczęśliwy i wdzięczny swojej drugiej połówce, że jest w stanie pomimo strachu uczestniczyć ze mną w takich sytuacjach. Dla takich chwil warto żyć.

ZACZNIJ CAŁĄ OPOWIEŚĆ OD POCZĄTKU TUTAJ!

CZYTAJ DALEJ!

One thought to “Dla takich chwil warto żyć!”

Komentarze są zamknięte.