Skip to main content

Nocleg u bezdomnego…

Północne Włochy – Werona.

Ciepłe czerwcowe popołudnie. Właśnie dotarliśmy naszym autostopem do centrum miasta. Szukamy ciekawego miejsca żeby usiąść i zjeść wcześniej zrobione kanapki. Plac jest bardzo zatłoczony więc siadamy na schodach z tyłu zajebistego Koloseum, z dala od ludzi. Podchodzi do nas rycerz. Taki prawdziwy, w zbroi i  też konsumuje swoje kanapki.
Pyta się w języku angielskim: Skąd jesteście?
Filip: Z Polski.
Rycerz: A ja tu przybywam z Rzymu. Neron napadł na nasze miasto i pali budynki razem z ludźmi. Zginęła prawie cała nasza armia. Wycofaliśmy się tutaj i teraz zbieram ludzi, którzy zechcą mi pomóc. Chcecie się przyłączyć?
F: Możemy Ci pomóc wyślemy tam Pudzianowskiego z Polski to on sam tam da radę.
R: Pudzianowski?? Nie znam człowieka a co to za rycerz?
F: Jak możesz go nie znać? Przecież to najsilniejszy człowiek świata.
R: No dobra wyślę na niego stu moich ludzi żeby sprawdzili jak sobie da radę….

I rozmowa tak się toczy dobre 15 min. Żarty żartami ale ten gość nie przestaje. Był na prawdę dobrym aktorem. Po pewnym czasie zaczęło nam się wydawać że z gościem coś jest nie tak. <Może chory umysłowo i na prawdę sobie wkręca taką fazę?
Ale po kolejnych 5 minutach pyta już normalnie co tutaj robimy, po co nam takie wielkie plecaki, gdzie zmierzamy? Pokazał nam gdzie warto się wybrać, później powiedział że też kiedyś trochę podróżował. Przekazał nam kilka ciekawych sposobów na gotowanie w terenie przygodnym, rady jak bronić się przed dzikimi zwierzętami itd. itp. W między czasie podszedł jakiś człowiek pracownik Koloseum i pyta Rycerza czy chce bilety na jutrzejsze przedstawienie. Ten powiedział, że on to nie ale żeby nam dał i tak dostaliśmy 2 bilety na „very popular Italian Opera”. Na koniec spytał się gdzie zamierzamy spać. No to my, że w sumie to nie wiemy. Jakiś park… nie wiem… będziemy szukać. R: „Jak chcecie to przyjdźcie w to miejsce za parę godzin, pokażę Wam bezpieczne miejscówki pod namiot. Jak wam się spodoba to sobie zostaniecie a jak nie to pójdziecie. A ja muszę jeszcze chwilę popracować.” Na odchodne dał nam jeszcze kilka eurosów i tłumacząc drogę do supersama poprosił żeby kupić mu bagietkę i ostre peperoni na kolację. Po czym dorzucił jeszcze 2 euro, żebym zabrał dziewczynę na kawę. Poszliśmy…

Co zrobić…?

Idąc do sklepu były rozkminy: <<Idziemy z tym typem? Dziwny nie? Wgl. to myślałem na początku że szalony jakiś.. Nom. Ale chyba pójdziemy zobaczymy gdzie nas zaprowadzi. Robi się późno a w mieście sporo czarnych.. przed którymi sam Rycerz nas przestrzegał… kurcze i tak musimy do niego wrócić przecież dał nam kasę na jedzenie dla niego… No dobra zobaczymy.>>
Z dużym wahaniem postanowiliśmy zobaczyć co nam Rycerz ma do pokazania.

Wróciliśmy ze sklepu po pół godzinie i tak siedzimy na placu z plecakami i zakupami na kolację dla nas i dla Rycerza. … Rycerz zagaduje ludzi na ulicy żeby zrobili sobie z nim zdjęcie, a my obserwujemy jego pracę. Oczywiście zna kilka języków, a przynajmniej po kilka słów… Zauważył nas… Podchodzi…
R: Już jesteście? No dobra w sumie się ściemnia a mi już pracować się nie chce.. możemy iść.
Wróciliśmy na nasze schody za koloseum. Jak się okazało, pod schodami jest skrytka zakryta kratą z kłódeczką, do której nasz Rycerz ma klucz. Chowa tam swoją zbroję i ruszamy dalej. Po drodze wstąpiliśmy do sklepu żeby kupić tanie, mocne piwka na wieczór. No i idzimy na miejscówkę. Zaczynam rozmowę.
F: Czym się wgl zajmujesz?
R: Jestem bezdomnym.
<<<coo??>> lekki zonk w mojej głowie
R: Zarabiam tak jak widzieliście chodząc w zbroi, pracuję ile chcę, kiedy chcę i gdzie chcę… Co jakiś czas zmieniam miasta.
Potem powiedział mi że dobrze zrobiliśmy że idziemy z nim bo w mieście jest niebezpiecznie. Przyjechało dużo czarnych, a oni są niepoliczalni. – tak mówił. Po czym wyjmuje z kieszeni sreberka, daje mi kilka.
R: Masz to są skalpele do operowania. Bardzo ostre. Mam je od znajomego lekarza. Powinieneś coś takiego mieć przy sobie podróżując w ten sposób. Tnie skórę przy samym dotyku.
<<<Co byście sobie pomyśleli w tej sytuacji? trochę obsrywka? Lekki stresik był ale pomyślcie co w tedy czuła moja Klaudynka.. Dziwię się czasem, że jest ze mną do dziś.>>>

Idąc na miejscówkę…

Rycerz prowadził nas jakieś 20 min w dość szybkim tempie. Sam bym tam nie trafił. Pokazał nam fajny trawnik w ukrytym miejscu mówiąc, że tu jest bezpiecznie ale pokaże nam jeszcze swoją miejscówkę i będziemy mogli sobie wybrać. Idziemy na mostek. Jemy kolację pijemy piwka rozmawiamy o wszystkim, o życiu, o nim, o nas.
Nasz Rycerz jest Chorwatem. Wyjechał ze swojego kraju po wojnie z Serbami. Cały jego dobytek został zniszczony. Został mu tylko mały domek i kawałek działki i wróci tam na starość. Chorwat zna kilka języków w tym 3 perfekt. Angielski miał zajebisty. Dlaczego to robi? Bo chce być wolny. Lubi żyć w ten sposób, nikt mu niczego nie karze. Jest swym Panem i władcą. O starość się nie martwi. Wróci i będzie hodował zwierzęta i zasadzi sobie warzywa na swojej działce. Z tego da się wyżyć. Rozmawialiśmy też dużo o wojnie… i o poglądzie na świat… Nie będę opisywał szczegół, ale był to jeden z tych dni w moim życie, w którym mój mózg obrócił się do góry nogami. Zobaczyłem świat na nowo i dziwiłem się jak mogłem mieć takie poglądy na świat. Jestem wdzięczny, że spotkałem tego człowieka. Była to jedna z mądrzejszych osób na mojej drodze…
…. Zjedliśmy i siedzimy dalej… „Czemu nie idziemy?” – pytam?
R: Jesteśmy na miejscu tylko czekam aż będzie mniej ludzi… Dobra możemy ruszać. Zrzuć plecaki na dół tak żeby nikt nie widział.
Plecaki zrzucone. Schodzimy bokiem do „kanału”. Na wejśću jest krata którą trzeba odgiąć. Pod mostem materac. Kolejny na podwyższeniu i sznurek przez długość.
R: powieście jedzenie na sznurku żeby zwierzęta nie wyczuły i nie przyszły to w nocy. yyy…okejj..
R: To jest bezpieczna miejscówka. Policja wie że tu jestem. Wszystkich bezdomnych wygania ale mnie nie. Ja jestem porządny, nie robię burd, nie przeszkadzam. Możecie tutaj spać spokojnie, ja będę czuwał.

Noc w namiocie…

R: acha w nocy może przyjść mój kumpel. To się nie bójcie. Czasami tutaj przychodzi też się przespać. Ale jest w porządku  …okej.
Leżymy <<<Filip to nie jest normalne… Ja tu nie zostaje. Co my robimy? To jest nieodpowiedzialne. Nie wiemy kim on jest. Nie chce tu być….łzy… Spokojnie kotek będzie okej>>> ….Bałem się jak nigdy. Nie mogłem tego pokazać… Byliśmy tak bardzo zmęczeni, że zasnęliśmy od razu.
W nocy nagle rozsuwa się zamek namiotu. Zrywam się gotowy by zagryźć przeciwnika, adrenalina skacze….. Pojawia się łysy łeb. „sorry, good night.” To chyba ten jego kolega. Dobra idziemy spać.

A mogłem spotkać Justina…

Rano kolegi już nie było. Rycerza też nie było… Wstałem i się rozglądam, a tu szczur wielkości mojego przedramienia. Odgoniłem go kamieniem, żeby Klaudia nie zobaczyła bo będzie pisk. Budzę ją. „Wstawaj szybko pakujemy się i jedziemy.” „Ale co się stało?” „Nic, nic ale szkoda dnia…” Składami namiot i nagle słyszę spokojnym głosem: „Patrz jaki wilki szczur. W życiu takiego nie widziałam.” Zatkało mnie… Szczur uciekł po pionowej ścianie.. Wiecie że one biegają po pionowych ścianach??? Wszystko okazało się okej. Kupiliśmy śniadanie w sklepie. Kąpiel pod kranem na wybiegu dla psów.
Co robimy? Mamy dwie opcje albo ruszamy dalej albo zwiedzamy miasto i czekamy na tą operę. Rycerz powiedział nam że warto pójść bo będzie nawet telewizja, ale jak nie chcemy to możemy sprzedać bilety, ponoć są sporo warte to będziemy mieli na podróż. Kurcze prezent głupio sprzedać… Dobra, zastajemy. Pół dnia przeleżeliśmy w parku odpoczywając. Wieczorem zjawiamy się pod Koloseum i czekamy na tą „operę”. Zaniepokoiło nas to że razem z nami czeka bardzo duża ilość małych dziewczynek…
Jeszcze bardziej zaniepokoiło nas to, że dziewczynki te wszystkie kupują szaliki z napisem….. z napisem Justin Bieber.. <<co jest??>>
Podchodzimy do plakatu i „opera” okazała się być jakimś programem telewizyjnym na koniec którego gwiazdą wieczoru był Justin Bieber,
Bilety sprzedaliśmy za … 50 EUR… Wiecie ile to pieniędzy? Dla nas to było pokrycie 1/3 naszego całego wyjazdu. I był to prezent dla nas od BEZDOMNEGO!

Jeżeli dotrwaliście do końca to jeszcze dodam, że historia ta wydarzyła się na prawdę. Zero ubarwiania, a rozmowę z naszym Rycerzem zachowam dla siebie i zapamiętam ją jeszcze na długo…

p.s. zdjęcie z innej miejscówki we Włoszech, ale innej, bo niestety zgubiłem kartę od aparatu na lotnisku, jak spałem na ławce. A były tam zdjęcia z noclegu u bezdomnego i wiele innych… Karty nie odnaleziono…;(

Werona

Swoją drogą Werona to piękne miasteczko. Całe mnóstwo parków, w których można wypocząć, ale uwaga bo mogą być kamery. No i koloseum, na prawdę zajebiste… 😉

3 thoughts to “Nocleg u bezdomnego…”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *